Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 czerwca 2014

ZOO!

Rowerowa wycieczka do ZOO to był idealny pomysł na ciepłą sobotę. Krakowskie ZOO jest pięknie położone - w Lasku Wolskim, na wzniesieniu, które mniej wprawionym w górskich podjazdach rowerzystom oferuje dodatkową atrakcję ;).


Zwierzęta jako atrakcja i ciekawostka obecne były w Krakowie od średniowiecza. W 1406 roku sprowadzono tu parę lwów, ale pierwszy zwierzyniec powstał w Parku Krakowskim pod koniec XIX wieku. Dzisiejsze ZOO otwarto 6 lipca 1929 roku i już wtedy pojawiły się tu egzotyczne zwierzęta, małpy. Przez 37 lat kierownikiem ogrodu był pan Antoni Koziarz.


ZOO nie jest duże, ale bardzo przyjemne, ładnie utrzymane, nie brakuje zacienionych miejsc, także nawet w upalne dni jest wspaniałym miejscem na spacer. Niemile zaskoczył mnie jedynie brak lodów kulkowych ;).










niedziela, 30 marca 2014

Nowa Huta na zielono.

Niedzielne przedpołudnie + słońce + ciepło = wycieczka rowerowa. Dziś wybrałam trzy bardzo zielone miejsca wokół starej Nowej Huty.

ENG: Sunday morning + sun + warm = green bike tour around Nowa Huta. Today I chose three very green places.


Mijając NCK dojechałam na Łąki Nowohuckie. To ostatni zachowany w Krakowie fragment łąk nadwiślańskich o przebogatej florze i awifaunie - czyli znajdują się tu siedliska ptaków. Są też motyle - modraszki. Obszar łąk to ponad 57 hektarów. Całość chroniona jest jako użytek ekologiczny. Rozciąga się stąd widok na Plac Centralny, osiedle Centrum E, osiedla Na Skarpie i Szpital Żeromskiego. 

Passing by NCK, I got to the Meadows of Nowa Huta. This is the last remaining part of the Vistula meadows, with a rich flora and avifauna - which means they are full of birds. There are also butterflies. The area is moe than 57 ha and is all protected as the ecological grounds. The meadows offer a nice view on Central Square, the housing estates Centre E and Na Skarpie and the Hospital.





Z Łąk dojechałam do Mogiły, dalej nad Wisłę i przy Moście Wandy wjechałam do Lasku Mogilskiego, wprost pod kaplicę Matki Boskiej Częstochowskiej. Pierwsza kaplica wybudowana została w 1947 roku jako wotum za ocalenie Krakowa, dzisiejsza jest jej odbudowaną wersją z 1986. Lasek w 1939 roku kupili Cystersi i dziś to oni odprawiają w kaplicy msze - w maju i czerwcu.

From the meadows I got to Mogiła, then to Vistula and near the Wanda Bridge I entered Mogilski Wood, to end up just in front of the Chapel of Saint Mary of Częstochowa. The first chapel was built in 1947 as a votum for saving of Cracow, the chapel nowadays is the rebuilt version from 1986. The wood was bought by the Cisterians in 1939 and today they pray the masses in the chapel - in May and June.



Tu wiosna niezaprzeczalnie jest królową. Jest obłędnie zielono i żółto. Ścieżki w Lasku są wybetonowane - pomysł z lat siedemdziesiątych, stoją ławki - także spacer tu ma niewiele wspólnego z prawdziwym łażeniem po lesie, ale jest to wspaniałe, cudowne miejsce na spędzenie wolnego czasu. W przeszłości odbywały się tu koncerty, występy i konkursy, dziś minęłam kilkoro rowerzystów i spacerowiczów. 

The spring is the queen now. It's absolutely green and yellow. The paths are layered with concrete - the 1970s idea - and there are benches, so a walk here is not really similar to a walk through a real forest, but still - it's wonderful place to spend free time. In the past there used to be concerts, shows and competitions, today I met a few cyclists and people walking.








Z Lasku ulicą Żaglową wróciłam do Mogiły, wprost pod boczną bramę Opactwa. I tu rozładowała mi się bateria w aparacie, reszta zdjęć w jakości telefonowej;). Na ulicy Klasztornej wpadłam w...korek, bo przecież w taką piękną niedzielę do kościoła trzeba pojechać samochodem...

From the wood I followed the Żaglowa street towards Mogiła, right to the front of the side enterance to the Abbey. And here my camera battery unloaded, the rest of the photos in is a mobile phone quality. On Klasztorna street I waas stuck in a traffic jam, because on such a lovely Sunday people just have to take a car to go to church...


Ulicą Bulwarową dojechałam nad Zalew. Skręciłam, zostawiłam Zalew po swojej lewej i przejechałam przez spokojne Krzesławice, mijając młyn, drewniany kościółek i dworek Jana Matejki. Następnie przejechałam przez Dłubnię śmiesznym metalowym mostkiem i dalej ulicą Stadionową obok kompleksu sportowego KS Wanda.

Down the Bulwarowa street I got to Zalew (artifficial lake). I turned, leaving it on the left and I rode through calm Krzesławice, passing near the mill, wooden church and the masion of Jan Matejko. Then I crossed Dłubnia river through a funny metal bridge and then, down Stadionowa street close to the sprots club KS Wanda.



Ostatni fragment wycieczki to przejazd przez osiedle Bieńczyce do ulicy Kaczeńcowej i stawu, który niedawno zobaczyłam na profilu fb Babki z Nowej Huty. Staw także jest użytkiem ekologicznym, żyją tu ssaki, ptaki i owady. Trzeba przyznać, że to bardzo miłe miejsce.

The last part of my trip was the ride through Bieńczyce to Kaczeńcowa street and the pond, which I saw some time ago on fb profle Babki z Nowej Huty. The pond is also the ecological ground, there live various mammals, birds and insects. I must say it's a really nice place.




A potem już tylko powrót do domu przez najbardziej zielony fragment Alei Róż i cukiernię ;).

And then - through the greenest part of Rose Avenue and the confectionery back home :).



P.S. Podobna wycieczka po zielonej Nowej Hucie już za tydzień z Bike Like Cafe!

środa, 26 marca 2014

5 kroków na wiosnę :)

Wiosna wiosna wiosnaaaa :):):) Pięknie, cudownie, a nawet pachnąco - przed chwilą ścieżka rowerowa przy Alei Pokoju pachniała kwiatami! No to proszę bardzo, kilka pomysłów na wiosnę:

1. Rower, rower, rower.

To ogromna przyjemność po krótkiej, ale jednak, przerwie z okazji zimy wsiąść na rower. Droga do pracy jest bardziej kolorowa z perspektywy roweru i lepiej nastraja na cały dzień. Przesiądźmy się więc na rowery! A jeśli nie chcesz/nie możesz korzystać z roweru codziennie wiosna to wspaniały czas na rowerowe wycieczki np. brzegiem Wisły. W grupie raźniej? Szukaj info na Bike Like Cafe.


2. Ogród Botaniczny.

Gdzie lepiej szukać wiosny niż w ogrodzie botanicznym? Tam na pewno znajdziemy pierwsze wiosenne kwiaty i dużo, dużo więcej. Poczujemy się bardziej kwiatowo, a kwiaty to wiosna :). Miłe to miejsce na spacer ale trzeba jeszcze trochę poczekać - ogród otwierany jest dla publiczności w sezonie letnim - tegoroczne otwarcie przypada na niedzielę 13 kwietnia.


3. Kawa i ciastko na świeżym powietrzu.

Kraków kawiarniami stoi, a kawiarnie wiosną wychodzą na ulice. Takie rozwiązanie ma dużo plusów: powietrze zaostrza apetyt, więc oprócz kawy z bitą śmietaną zmieści się jeszcze duże ciastko, po drugie pozwala na przyglądanie się ludziom i podziwianie pięknego Krakowa. O takie kawiarnie najłatwiej oczywiście na Starym Mieście i Kazimierzu, ale Podgórze też może już pochwalić się kilkoma. A potem - im dalej od centrum, tym większym rarytasem jest taka kawiarnia.



4. Zrób coś nowego.

To takie oczywiste, wiem, ale warto wykorzystać wiosenny przypływ energii. Pilates, joga, bieganie, nowy język... Ale jak to zrobić po krakowsku? Przejdź się po Podgórzu szukając kolorowych królików, pójdź do muzeum w którym nigdy nie byłeś, usiądź w ogrodzie Mehoffera albo na dachu Sukiennic - krótko mówiąc uchwyć inną perspektywę miejsc, które znasz!


5. A jednak bieganie.

Sama nie biegam, ale myślę, że podobnie jak rower, bieganie może być super sposobem na poznanie swojego miasta. Nieważne czy biegasz na około Zalewu Nowohuckiego, Błoń czy Plant widzisz więcej i widzisz inaczej. Spróbuj tego: Ścieżki Biegowe Kraków. A może jakiś maratonik? ;)


czwartek, 31 października 2013

Odjazdowa kawa.


Jeżeli nudzi Cię krakowski spleen, duszne kawiarnie, wszędzie takie same ciasne wnętrza albo po prostu lubisz nowe, ciekawe projekty - Espresso Bike jest dla Ciebie! To odjazdowy (dosłownie) pomysł, który pojawił się na koniec kolorowego października i, mam nadzieję, będzie uatrakcyjniał ponure jesienne dni.

ENG: If you're bored with the spleen of Craow, filthy cafes, the typical crowded interiors or you just like new, interesting projects - Espresso Bike is for you! It's a great idea which appeared in Cracow in the end of colourful October and, hopefully, will make the grey autumn days more attractive.


Kawiarnię na rowerze spotkałam na Rondzie Mogilskim i nie mogłam nie skusić się na kawę - pachnie już z daleka. Dowiedziałam sie o Esp.B. oczywiście z Facebooka i miałam taką cichą nadzieję, że uda mi się wypić taką rowerową kawę w drodze do pracy. Udało mi się - humor do końca dnia miałam idealny i cały czas uśmiecham się na samo wspomnienie :). Cała operacja zajęła 7-8 sympatycznych minut, oczywiście, jeżeli ktoś nie przyjeżdża rowerem (albo opanował sztukę picia kawy na rowerze) będzie jeszcze szybciej.

I met the cafe on the bike at  Rondo Mogilskie and I couldn't resist the coffee - you can smell it from far away. I got to know about Esp.B. from Facebook of course and I was hoping to have a biking coffee on my way to work. It was there - so I was in a perfect mood tll the end of the day and even now I'm smiling just thinking about it. It took 7-8 nice minutes, of course if you're not on a bike (or not able to drink it while biking) it will be much faster.


Sama kawa była pyszna, do tego ciasteczka korzenne - idealny pit stop na podładowanie energii :). Pianka w moim cappuccino była idealna. Wybór kaw i innych przysmaków jest zaskakująco duży, a ceny przyjemne - zwłaszcza dla rowerzystów, którzy mogą liczyć na złotówkę zniżki.

The coffee itelf was delicious, plus gigner cookies - a perfect pit stop to charge your batteries :). The foam on my cappuccino was just perfect. There's a surprisingly big choice and the prices are good, especially for cyclists who get everything 1 zloty cheaper.

Od poniedziałku do piątku Espresso Bike będzie czekać na spragnionych na Rondzie Mogilskim już od 7, a w weekendy - przy Placu Inwalidów. Obie lokalizacje są niedaleko Rynku, w miejscach przesiadkowych, pełna wygoda :).

You can meet Espresso Bike at Rondo Mogilskie from 7 a.m. and at the weekend at Plac Inwalidów. Both places are close to the Market Square, in places where you change your tram, full comfort :).

Podsumowując - całość jest w pełni profesjonalnie przygotowana, nie odbiega poziomem od innych kawiarni oferujących kawę na wynos, a dodatkowo - oryginalna i bardzo pozytywna. Najgoręcej polecam! 100% pysznej kawy i 100% frajdy :).

To sum up - it's all fully profesional, on the same level as other cafes offering coffee to take away, plus it's original and very positive. I highly recommend it! 100% of delicious coffee and 100% of pleasure :).


środa, 24 lipca 2013

Gdzie mam przypiąć rower?!

Where to lock the bike?!

Nie jest łatwo znaleźć wolny stojak na rower w okolicach Rynku. Jest ich zdecydowanie za mało, szukamy więc innych sposobów na zabezpieczenie rowerów. Znaki, słupy, drzewa, łańcuchy... Proszę Państwa, należy ćwiczyć swoją wyobraźnię. Zdjęcia poniżej zrobiłam dziś około godz. 13. Wieczorami z miejscami parkingowymi jest jeszcze gorzej...

It's not that easy to find a free bicycle rack near the Market Square. Definitely, there aren't enough of them, so we have to look for some other ways to protect our bikes. The road signs, poles, trees, chains... Ladies and Gentlemen, you have to exercise your imagination and creativity. I took those photos today about 1 o'clock. In the evenings it's even worse with the parking places...








Poza Rynkiem, ale wciąż w rejonie Starego Miasta, zwykle ratują mnie budynki Uniwersytetu. Parkuję często rower pod Collegium Witkowskiego (ale tam nie ma stojaków, jedynie płotek), na podwórku Collegium Kołłątaja (ale tu z kolei są stojaki typu "wyrwikółka") albo w Collegium Iuridicum na Grodzkiej. Fajne i często puste stojaki są też pod Kościołem Dominikanów i Instytutem Cervantesa. (Hm... może nie powinnam była tego pisać...) Są jeszcze stojaki pod Bagatelą, ale ja nie lubię zostawiać roweru przy tak ruchliwych skrzyżowaniach.

Outside the Market Square, but still in the Old Town, the University buildings usually come in handy. I park the bike often by the Collegium Witkowsiego (but there are no racks, just a long railing), on the courtyard of Collegium Kołłątaja (but the racks here are the ones where you only lock one wheel) or at the Collegium Iuridicum (Grodzka street). Nice and often empty racks are in front of Domenican's Church and the Cervantes Institute. (Maybe I shouldn't have written that;)). There are also the racks in front of the Bagatela Theatre, but I don't like to leave my bike at so busy crossroads.


Tak czy inaczej - stojaków jest za mało, a infrastrukturze rowerowej w Krakowie wiele brakuje do ideału. Spotkajmy się więc w piątek o 18 na Rynku, by razem pojechać w masie krytycznej - tym razem w kierunku Nowej Huty.

So - there aren't enough racks and the cycling infrastracture in Cracow is far from ideal. Let's meet on Friday at 6 on the market Square to take part in critical mass - that time in the direction of Nowa Huta.

środa, 1 maja 2013

Nie taka Nowa ta Huta. Not so new that Nowa Huta.

Jeśli nie masz pomysłu, jak spędzić długi weekend, zawsze możesz wybrać się na rowerową wycieczkę w dalsze części Nowej Huty, gdzie można zobaczyć, że Nowa Huta ma historię tak długą, jak Kraków. Tak jak my dzisiaj. 
ENG: If you don't have any idea how to spend the long weekend, you can always go on a bike tour to the more remote parts of Nowa Huta, where you can see, that Nowa Huta has as long history as Cracow. Just as we did today.




Trasa. The route.
Zaczęliśmy na os. Stalowym. Stamtąd jechaliśmy ul. Bulwarową do Ptaszyckiego, potem Ptaszyckiego do Igołomskiej i niestety Igołomską musieliśmy przejechać dłuższy kawałek, aż do ul. Nadbrzezie (okolice przystanku Meksyk - potoczna nazwa daleko położonych osiedli robotników budujących hutę w latach pięćdziesiątych, która na dobre weszła do codziennego języka). Ta ulica zaprowadziła nas do centrum wiejskiego osiedla Pleszów. Stamtąd ulicami Suchy Jar, Branicką, Tokarzewskiego-Karaszewicza, Plastusia i Sasanek dojechaliśmy do dworu w Branicach. Powrót tą samą trasą, ponieważ alternatywą była Igołomska na całej długości... 

We started at Stalowe housing estate. We took Bulwarowa st. up to Ptaszyckiego. The by Ptaszyckiego to Igołomska and unfortunately we had to stay at Igolomska for longer time, manoeuvring among the cars, till Nadbrzezie st. (close to Meksyk - the common name of the remote settlements for the workers building the steel factory in 1950s, which entered the language for good). That street led us to the centre of Pleszów, a rural living area. From there we took the streets Suchy Jar, Branicka, Tokarzewskiego-Karaszewicza, Plastusia and Sasanek and got to the masion in Branice. We were going back through the same way as the alternativa was Igołomska st. all the length...



Ad rem...

Naszym pierwszym przystankiem był Pleszów. Baaardzo stary, bowiem pierwsza osada została tu założona ok. 5300 r.p.n.e. Wśród znalezisk archeologicznych z Pleszowa są np. srebrne monety z IX i X w. W 1313 wieś była wzmiankowana w dokumentach, a w 1315 oficjalnie lokowana przez przyszłego króla Władysława Łokietka. Dokumenty z 1326 wskazują na istnienie parafii w Pleszowie. Wieś często zmieniała właścicieli, a w XIX w. znajdowała się w rękach Kirchmayerów. W 1949 r. na terenach wsi Pleszów rozpoczęto budowę Kombinatu, tak, że dziś stojąc na kościelnym dziedzińcu mamy jakże ciekawy widok na wydział Koksochemii... W 1951 Pleszów oficjalnie został włączony do Krakowa.



Our first stop was Pleszów, an old village, where the first people settled down about 5300 BC. Among the archeological finding from here there are eg. silver coins from 9 and 10 c. AD. In 1313 the village was first mentioned in written documents and in 1315 was officially located by the king-to-be Władysław Łokietek. The documents from 1326 tell about the existence of the parish church. The village often changed its owners and in 19c. was in the hands of Kirchmayer family. In 1949 on the area of Pleszów the construction of steel factory was started, so that today, standing on the church courtyard, we have an interesting view on the factory... In 1951 Pleszow officially became Cracow's district.

Zatrzymaliśmy się przy klasycystycznym kościele św. Wincentego, wybudowanym w latach 1806-9, wg projektu Sebastiana Sierakowskiego. Został ufundowany przez rodzinę Czartoryskich, a jego wyposażenie zakupił Wincenty Kirchmayer. Niestety, kościół był zamknięty, mogliśmy więc podejrzeć wnętrze jedynie przez szybkę. W parku przylegającym do muru kościelnego znajduje się dziewiętnastowieczny pałac Kirchmayerów, przebudowany w 1905 przez hr. Hutten-Czapskiego. Dziś znajduje się w nim Dom Monaru.
We stopped by the classical church of st.Vincent, built in 1806-9, according to the design of Sebastian Sierakowski. It was founded by the family Czartoryscy, but its equipment was bought by Wincenty Kirchmayer. Unfortunately, the church was closed, so we could only have a glimpse inside through the glass door. In the nearby park there is the 19c. palace of Kirchmayers, rebuilt in 1905 for the count Hutten-Czapski. Today, there's the house of Monar charity.






Z Pleszowa kierowaliśmy się do Branic. Droga jest całkiem wygodna. Przebiega przez wiejskie osiedla i, gdyby nie towarzyszący wciąż widok na hałdy jednego z przedsiębiorstw-wydziałów Huty, można by mieć wrażenie, że albo czas się cofnął, albo wyjechaliśmy daleko poza miasto. Tabliczka "Telefon" jest jedną z takich pozostałości po dawnych czasach, gdy wskazywała, że to właśnie z tego domu możemy zadzwonić po pogotowie.



From Pleszów we set off to Branice. The way is quite comfortable.It runs through the rural settlements and, if  it wasn't for the constant view on the coal piles of one of the parts of steel factory, that the time went back or that we are far from the city. The tablet "Phone" is one of such relics after old times, when it marked the place, where you could use the phone, eg. to call the ambulance.



Wreszcie dotarliśmy do Branic. Przywitala nas szkoła, boisko tutejszego klubu LKS Złomex Branice i mały ośrodek kultury. Wieś Branice pojawia się w źródłach już w 1250 r. i aż do XVIII w. była w posiadaniu rodu Gryfitów, który od jej nazwy przyjął nazwisko Braniccy. W XIX w. wieś należała do rodziny Badenich, a podczas II wojny światowej ukrywała się tu polska pianistka Halina Czerny-Stefańska. Także na terenie Branic zlokalizowano Kombinat i podobnie jak Pleszów. Branice w 1951 r. zostały włączone do Krakowa.

Finally we got to Branice. We were welcomed by the school, the pitch of local football club LKS Złomex Branice and a small centre of culture. The village Branice was mentioned in the documents in 1250 and up to 18 c. was the property of the family Gryfita, who changed surname to Branicki after the name of the village. In 19 c. it belonged to the Badeni family During the second world war polish great pianist, halina Czerny-Stefańska, hid here. Also on the territory of Branice was located the steel factory and, just as Pleszów, Branice were included to Cracow in 1951.




W Branicach udaliśmy się do dworu. Najstarszy dwór, nawiązujący do średniowiecznej wieży obronnej, został w 1603 r. zmodernizowany dla Jana Branickiego przez artystów z warsztatu Santi Gucciego, dziś zwany lamusem. Dwór zbudowano na planie zbliżonym do kwadratu,  jest on zwieńczony attyką a zdobiony metodą sgrafitto. Obok, na przełomie XVIII i XIX w. zbudowano klasycystyczny, parterowy dwór z kolumnowym portykiem dla rodziny Badenich. Oba budynki stoją w XVI-wiecznym parku, a w tzw. lamusie możemy oglądać ekspozycję Muzeum Archeologicznego dotyczącą znalezisk odkopanych na terenie Nowej Huty podczas budowy Kombinatu. W parku możemy też zaprzyjaźnić się z mamutem :), bowiem na terenie Huty znaleziono również szczątki tego zwierza.



In Branice we went to the mansion. The oldest one, similar to a medieval defence tower, was modernised in 1603 for Jan Branicki by the artist from the workshop of Santi Gucci, today it's known as the granary. It was built in the shape of square almost, it's crowned with the attic and decorated with sgrafitto method. Next to it  the classical, one condignation mansion was built at the turn of 18 and 19 centuries for Badeni family. Both buildings are located in the 17 c. park and in the so called granary we can see the exhibition of Archeological Museum about the findings from the territory of Nowa Huta, which were dug out during the construction of the steel factory. In the park we can make friends with mammoth :), as in the steel factory also the remais of this animal were found.



W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na Kopcu Wandy, położonym tuż przy Kombinacie. Prawdopodobnie pochodzi z VII lub VIII w. i zgodnie z legendą jest mogiłą królewny Wandy, która od małżeństwa z niemieckim księciem wolała śmierć w nurcie Wisły. Inna hipoteza przypisuje budowę kopców Wandy i Krakusa Celtom, a w średniowieczu kopiec nazywano "nogawką" i w jego pobliżu organizowane były targi. Dzięki Kornelowi Kozerskiemu, warszawskiemu radcy i opiekunowi kopca z XIX w., na szczycie od 1890 znajduje się nieduży marmurowy pomnik projektu Jana Matejki, wówczas mieszkającego w pobliskich Krzesławicach. Pomnik wieńczy orzeł, a postument zdobią skrzyżowane miecz i kądziel oraz napis "Wanda". Dziś na Kopcu możemy podziwiać jedynie kopię. Myślę, że dziś Kopcu Wandy przydałby się jakiś Kozerski, bo choć teren wokół niego wygląda na czysty i zadbany, to ścieżka prowadząca na szczyt jest w opłakanym stanie.

On the way back we stopped at the Wanda Mound, neighbouring the steel factory. It probably comes from the 7 r 8 c. and according to the legend it's the tomb of princess Wanda, who didn't want to marry the german prince and prefered the death in the waters of Wisła river. The other hypothesis tells about the construction of the mounds of Wanda and Krak by the Celts. In the Middle Ages the mound was called "nogawka" (leg) and close to it were organised markets. Thanks to Kornel Kozerski, a counsellor from Warsaw and the protector of the mound in 19 c., on the top of it there's a monument standing since 1890. It's a marble statue by Jan Matejko, living at the time in nearby Krzesławice, showing an eagle on the pedestal decorated with the sword, distaff and the name "Wanda". Today we can see only the copy. I think, the the Wanda Mound nowadays needs a new Mr. Kozerski, because even though the area around it seems to be clean and well maintained, the path leading to the top is in a very poor condition.




A na koniec jeszcze sowa z Branic//And as a good bye - the owl from Branice.


... chyba, że to tylko moja wyobraźnia tak działa...or maybe it's only mine imagination...

Więcej zdjęć//More photos: Pleszów, Branice, Wanda.