Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 listopada 2014

Idze, idze bajoku...

Kim był Jacek Symbolewski?
Gdzie urodził się Pan Jezus?
Komu znudziła się ulica Krupnicza?
Co oznaczało naplucie komuś na buty?
Kto chciał być pochowany na boisku Cracovii?
Gdzie pracowała królowa przedmieścia?
Jak lubił spędzać czas Włodzimierz Lenin?
I kto był musztardowym potentatem?

Jeżeli macie wątpliwości, jest dla Was ratunek:

"Idze, idze bajoku... rzecz o krakowskim Zwierzyńcu" to książka autorstwa Katarzyny Siwiec. Absolutnie czarująca i inteligentna, pełna z jednej strony specyficznego ciepełka, ale niepozbawiona delikatnej ironii.

Autorka, choć jak przyznaje we wstępie nie pochodzi ze Zwierzyńca, przybliża czytelnikowi ten magiczny świat. Świat, którego niektóre elementy odchodzą w zapomnienie, ale który jeszcze broni się, ukrywa w cieniu Kopca Kościuszki.
Bo czy chłopcy grają dziś w zośkę? Może czasem, dla odmiany, ale czy ktoś jeszcze pamięta, jak taką zośkę zrobić?
Ostatnie andrusy już dorosły, z krajobrazu Zwierzyńca zniknął legendarny Bar na Stawach, ale autorka na ten świat otwiera nam oczy. Udowadnia, że Zwierzyniec to zdecydowanie więcej niż Norbertanki, kościółek św. Salwatora i Kopiec Kościuszki.

Książka Katarzyny Siwiec to kalendarium dziejów Zwierzyńca, pępka Krakowa, od czasów prehistorycznych aż po marzec 2014, przeplatane krótkimi esejami prezentującymi charakterystyczne osoby związane z tym miejscem. Ale uwaga! Czytając łatwo się zapomnieć i poczuć zwierzyniecki klimat - właśnie szukam jakiejś przytulnej, niezamieszkałej willi na Salwatorze ;)

A na do widzenia - bard zwierzyniecki - Aleksander Kobyliński "Makino"



środa, 14 maja 2014

Zimna fuzja.

Kryminał z Kazimierzem w tle. Dla mnie bomba. Pamiętacie Sekret Kroke? Tam tłem powieści był Kazimierz tuż przed drugą wojną światową, pełen żydowskich mieszkańców, sklepików i obyczajów. 

Zimna fuzja. Rywalizacja wywiadów na krakowskim Kazimierzu to książka Wiktor Kubicy z 2008 roku. Fabuła jest ciekawa, dość skomplikowana, momentami zaskakująca. Właściwie to nie należałoby czytać opisu na okładce, wtedy będzie jeszcze ciekawiej.


Dla mnie jednak najciekawszy był Kazimierz - bohater drugiego planu. Tu jednak jest to Kazimierz początku XXI wieku - Kazimierz drobnych pijaczków i złodziejaszków, zrujnowanych kamienic, szeroko pojętej biedy i bylejakości. Główny bohater to były bokser, legenda PRL-u, który musiał zakończyć karierę wskutek problemów zdrowotnych i został z niczym, duma nie pozwala mu ubiegać się o rentę. Poznajemy jego mieszkanie - z odpadającym balkonem, zepsutym boilerem, ogrzewaniem na prąd i kablem, pociągniętym na klatkę schodową, żeby na tym prądzie zaoszczędzić. Schody w kamienicy są dziurawe, pełne pułapek, skrzydło bramy odpadło i zepsute stoi obok. Jest brudno, a dozorca tylko od czasu do czasu polewa chodnik.

Bohaterowie posługują się gwarą - typową dla "Kaźmirza", pełną powiedzonek, które w realu rzeczywiście zdarza się jeszcze czasem usłyszeć. Ale czy ta gwara jest całkowicie wiarygodna? To mogą stwierdzić tylko rdzenni mieszkańcy tej dzielnicy, czyli nie ja ;).

To zupełnie inny Kazimierz, niż ten, o którym zazwyczaj można przeczytać lub usłyszeć. To Kazimierz biednych 50-60-latków, bez perspektyw i bez celu. Jedyne ślady żydowskiej obecności to wycieczki Żydów w chałatach i z pejsami, które lokalni pijaczkowie oglądają z rozdziawionymi ustami.

Polecam. lektura tej książki to na pewno ciekawe doświadczenie i okazja do innego spojrzenia na magiczny (po)żydowski Kazimierz.